17.03.2026

Ogłodzenie parafialne #1

 Witajcie! 

Po całkiem długiej przerwie, wracam na chwilę z drobnym ogłoszeniem parafialnym. Jak zdążyliście zauważyć, ten jakże "wpsaniały" Bl0g@$3k już dawno temu zdechł. Brak czasu zrobił swoje, bo wiecie - poza czeluściami szpitali, do cna pochłonęły mnie sprawy związane z moją ukochaną organizacją. I jeszcze brak chęci na tworzenie kolejnych postów - to chyba przede wszystkim. O swoim żyćku nie zamierzam pisać, bo za bardzo cenię sobie prywatność, nie lubię i nie potrafię się uzewnętrzniać i raczej nie zmienię swojej skrytej natury. Do pisania o wszelkich maziach mających uczynić ludzi piękniejszymi się nie nadaję i w gruncie rzeczy... nawet tego nie lubię (próbowałam, ale to nie dla mnie). O muzyce pisało się nawet przyjemnie i może jeszcze kiedyś do tego wrócę - nie wiem.

~~O~~

Na ten moment, wymyśliłam coś innego. Postanowiłam założyć bloga, na którym co jakiś czas będę zamieszczać opisy swoich snów. 

Takoż, zapraszam na: https://archiwum1011.blogspot.com/

Pomysł na tego bloga pojawił się już dawno temu i nie opuszczał mnie do tej pory. Sny stanowią coś w rodzaju mojego drugiego życia i chcę je zachować w pamięci i w formie opowiadań. Właśnie z tego powodu, stworzyłam osobnego bloga, który stanie się ich swoistym archiwum i mam nadzieję, że przetrwa lata.

~~O~~

Natomiast tutaj... tutaj pojawią się jeszcze wpisy, ale raczej z kolejnymi "ogłoszeniami parafialnymi", w zależności od tego, co jeszcze stworzę - a tak się składa, że mam pewne plany. Być może w niedalekiej przyszłości, a może pod koniec roku, powstanie jeszcze jeden blog, przeznaczony typowo na zdjęcia wszelkich różności.

A tymczasem... Do zobaczenia moi drodzy w krainie snów!

8.11.2025

Sobotni kac

Witajcie, drodzy Czytelnicy. W ostatnim czasie zdarzyło się bardzo wiele i w zasadzie nie wiem - ani od czego zacząć opowieść, ani czy w ogóle właściwie ją rozpocząć potrafię, ani nawet, czy jestem w stanie cokolwiek naspisać. Być może to kwestia mojego dzisiejszego kaca, bo wczoraj, późnym wieczorem, po prostu rozsiadłam się w fotelu w gabinecie ( i nie, żeby nie było - nie lekarskim! Mam na myśli pomieszczenie w domu, takie, w którym ogarniam swoją papierologię, trzymam konkretne książki i dokumenty) i do późnych godzin nocnych (albo raczej - do rana) wlewałam w siebie whisky, bo w zasadzie, cóż mi innego zostało. Wprawdzie nie powinnam spożywać alkoholu ze względu na leki, które przyjmuję, ale mnie i tak już jest wszystko jedno. Od dawna jest mi wszystko jedno.

Wpadłam na irracjonalny pomysł, aby wylać tu swoje żale i w ogóle cały potok goryczy, którą w sobie noszę. Tylko, że ani to odpowiednie "miejsce", ani czas, a poza tym - ja tak nie potrafię. Nie jestem zbyt wylewną osobą, jak zapewne zdążyliście już zauważyć.

No, w każdym razie - wczoraj, przy okazji spożycia trunku z procentami, przyszła i ochota, by posłuchać sobie Leonarda Cohena. Często, gdy jest mi źle i potrzebuję jakichś miłych dla mnie dźwięków, wybór pada właśnie na niego. Zdarza się jednak, że nawet muzyka moich ulubionych artystów nie przynosi mi nawet namiastki ukojenia - i tak niestety było tym właśnie razem, ale mniejsza o to.
Myślę, że chyba nie muszę robić osobnego postu o muzyce tego pana, bo wszyscy raczej go znają. Ale chciałam się z wami jego utworami, które szczególnie lubię i wczoraj były obowiązkowo słuchane. Oto i fragment playlisty:


Piękne, prawda? Na muzyce (między innymi) Cohena się wychowałam, dlatego mogę stwierdzić, że słucham go tak naprawdę, odkąd pamiętam. 

źródło: [unsplash]

~~O~~

Nieubłaganie zbliżają się moje urodziny, czyli jeden z tych dni w roku, za którymi nie przepadam. Nie mam czego świętować. Z tego powodu, zapobiegawczo postanowiłam wziąć dyżur na SORze. Tam zawsze coś się dzieje, więc będę mogła w pełni skupić się na pracy. Czasem, tak po prostu jest lepiej. Chociaż nie ukrywam, że jeszcze lepiej byłoby zapaść się w niebyt, najzwyczajniej w świecie zniknąć. No, ale jest jak jest, mówi się trudno.

Dzisiaj zaś, trzeba zająć się czymś pożytecznym. Liście zgrabię, pranie zrobię, naszykuję się na kolejny tydzień tego parszywego roku.
Dobrego weekendu Wam życzę! Do następnego!

26.10.2025

Na chwilę

 Witajcie! Jak do tej pory, to była chyba moja najdłuższa nieobecność na blogu i w ogóle w tych rejonach internetu. Cóż na ten moment mogę rzec - działo się wiele, ale to już tematy na ewentualne inne wpisy. 

~~O~~

Dzisiaj jest to pierwszy dzień od dawna, kiedy mam możliwość odpocząć. Albo nawet nie odpocząć, tylko poleżeć i spróbować się chociaż trochę wykurować. Aktualnie walczę z jakąś wyjątkowo paskudną, bakteryjną anginą. Mówić nie mogę, przełknąć jedzenia nie mogę, pozostają dla mnie tylko płyny.  Zażyłam swoją penicylinę i resztę wspomagaczy i czekam, aż spadnie gorączka.

Zachorowałam, jednak nie ma obijania się! Wprawdzie jestem "uwięziona" pod kołdrą, ale nie przeszkadza mi to w zrobieniu kolejnych partii materiału z języka francuskiego, ani w ogarnięciu moich notatek związanych z organizacją, w której działam.

Chociaż, tak szczerze... zamiast leżeć w łóżku, wolałabym iść na długi spacer. Za oknem jest tak pięknie...

źródło: [pixabay]

~~O~~

Wpadłam tu na chwilę, jednak myślę, że wraz z upływem czasu, być może uda mi się coś publikować częściej. Mam jakieś zdjęcia (ale jest ich tylko trochę), które chciałabym tu wstawić, znalazłam muzykę, która mi się spodobała i warto byłoby napisać o niej choć kilka słów, mam gdzieś naprędce spisane sny, które bardziej przypominają jakieś dziwne opowieści... Tak, tak, trzeba będzie tu wrócić na dłużej, zdecydowanie.

W ogóle zorientowałam się, że czternastego września minął rok od założenia tego bloga. Ciekawe, czy to miejsce dotrwa swoich drugich urodzin.

Wszystkiego dobrego!

28.07.2025

Krótko, nudno i o niczym

Witajcie! W dzisiejszym poście materiał zdecydowanie bardziej do pooglądania, niż do czytania. Taki już urok tego bloga, że nigdy nie wiadomo, czy się trafi ściana tekstu, czy innego rodzaju cosie. 

~~O~~

Kwartalnik Artystyczny

Nie przepadam za gazetami i wszelkiego rodzaju pismami, jednak ten kwartalnik akurat lubię. Poręczny, dobry do czytania - gdy uda się choć na chwilę gdzieś przycupnąć i przez kilka minut odpocząć. 

~~O~~

Chanel - Rouge Coco Gloss - 119 Bourgeoisie

Najzwyklejszy błyszczyk, szału nie robi. Owszem, po nałożeniu na usta wygląda ładnie, ale tylko przez chwilę (przynajmniej u mnie tak jest). Nawet przy małej ilości, rozlewa mi się poza kontur ust, a następnie wypełnia  zmarszczki palacza, które tak normalnie są u mnie niewidoczne. Także ten... podoba mi się kolor, ale konsystencja już niekoniecznie. A może tylko miałam pecha i trafiłam na jakiś felerny egzemplarz? Mniejsza z tym. Zużyję i więcej raczej nie kupię.

Bez lampy błyskowej, przy naturalnym świetle.

Z lampą błyskową.

~~O~~

Nabla - Read My Mind

Wprawdzie nawet chciałam mieć tą paletę, ale nie na tyle bardzo, żeby nie zwlekać z zakupem. Na jakiś czas zupełnie zapomniałam o jej istnieniu, aż tu się napatoczyła w sklepie. Obejrzałam i uznałam, że w sumie nie zaszkodzi, jak wyląduje w mojej kolekcji.

Nigdy nie wyrzucam kartonowych opakowań osłaniających paletki. Wolę, jak moje rzeczy są dodatkowo chronione przed uszkodzeniami. 

Wieczko palety wygląda dość nietypowo. Nie jest idealnie równe; cały design przypomina łazienkowe płytki. W sumie git, podoba mi się.

Same cienie prezentują się całkiem przyjemnie. Ze wszystkich matowych kolorów będę korzystać bardzo chętnie, natomiast 1, 3, 5, 7, 10 i 14 raczej nie ruszę.

~~O~~

Bobowata roślina i jej obleśny strąk

Takie zielone coś dostrzegłam, zmierzając na lekcje francuskiego. Prawdopodobnie jest to jakaś odmiana robinii, zwanej też grochodrzewem. Drzewa z białymi i różowymi kwiatami są powszechne, ale pierwszy raz widziałam takie... odpychająco żółte.

Obleśny strąk. 

Sprawia wrażenie, jakby wewnątrz wiło się jakieś przebrzydłe życie, całkowicie odrażające w swej istocie.

~~O~~

Mochi bananowo - mleczne

Lubię azjatyckie jedzenie. Tym razem padło na słodycze - tajwańskie mochi. Pyszne to były gluty stabilne. Oczywiście nie wyglądały tak idealnie jak na obrazku z opakowania, ale naprawdę, to można wybaczyć. Dosłownie wciągnęłam wszystkie, ale na szczęście nie musiałam się spieszyć; mogłam jeść w swoim ślimaczym tempie.

~~O~~

Na dzisiaj to będzie tyle dobrego. W ogóle - zamierzałam tego posta dokończyć i opublikować tydzień temu. Tydzień temu! Niestety, w ostatnim czasie osiągam już takie poziomy zmęczenia, że publikowanie czegokolwiek to ostatnia rzecz, na którą miałabym siłę. Mam nadzieję, że może chociaż pod koniec września uda mi się odpocząć...

Dobrego tygodnia, moi drodzy!

9.07.2025

Wólewókószeawekmła?

Nie, nie, nie pytam Was, czy chcecie ze mną spać, bez obaw. Tak tylko sobie podśpiewuję fragment Lady Marmelade.

Przyszłam się  zdecydowanie bardziej pochwalić, niż pożalić, że wróciłam do nauki języka francuskiego - żeby mieć jeszcze mniej wolnego czasu :D

Skąd taka decyzja? Powodów jest kilka:

  • Przede wszystkim, bardzo lubię ten język i przez kilka ostatnich lat, jego nikła obecność w moim życiu zdecydowanie mi nie wystarczała.
  • Chciałabym móc z jak najlepszym zrozumieniem czytać książki i dokumenty o interesującej mnie tematyce, w oryginale - niestety, tłumaczenia pewnych pozycji na język polski nie oddają w pełni sensu ich treści. Mam tu na myśli bardzo specyficzny rodzaj literatury, jednak nie zdradzę Wam, drodzy Czytelnicy, jakiej dotyczy tematyki. 
  • Mam takie marzenie, żeby być jeszcze bliżej "centrum" mojej ukochanej organizacji, w której działalność stała się nieodłączną częścią mojego życia.
  • Rozważam też pracę we Francji. Pewnie wiecie, jak jest - angielski tam nie wystarczy i żeby należycie funkcjonować w ochronie zdrowia, francuski musi być opanowany na najwyższym poziomie.   

Mam to ogromne szczęście, że trafiłam na naprawdę wspaniałą nauczycielkę. Nigdy nie miałam tak dobrze prowadzonych zajęć z jakiegokolwiek języka. Jest dokładnie tak, jak lubię - Pani od francuskiego doskonale tłumaczy i jest nad wyraz wymagająca, a jednocześnie panuje bardzo miła atmosfera. Materiałów do nauki mam pod dostatkiem, a same lekcje przebiegają w sposób zorganizowany, każda minuta jest w pełni wykorzystana. Czego chcieć więcej? 

źródło: pixabay | autor: iankelsall1

W dzieciństwie, można powiedzieć, że dość często bywałam we Francji - głównie z Mamą, ale zdarzały się też wycieczki dla osób w wieku szkolnym. Bardzo dobrze wspominam każdy z tych wyjazdów. Życie tak się potoczyło, że z biegiem czasu, takie wyjazdy zdarzały się coraz rzadziej, aż w końcu ustały. Pora to zmienić - chociaż doskonale wiem, że Francja sprzed lat i Francja obecnie, to dwie różne Francje. Myślę, że wiecie, co mam na myśli.

Do następnego! 

8.07.2025

Wiosenne zaległości: Roślinność

Witajcie. Przybywam ze sporą ilością zdjęć roślin, które to zdołałam zrobić wiosną, ale nie miałam czasu ich wcześniej opublikować. Zapraszam do oglądania!

~~O~~

Chciałabym pokazać wam jedne z moich ulubionych, wiosennych kwiatów - fioletowe zawilce, które od lat żyją sobie w moim ogrodzie, mają się świetnie i w ogóle są niezniszczalne. Jednocześnie, te małe gnojki mają bardzo delikatną budowę i chwieją się przy każdym, najmniejszym podmuchu wiatru.

Zachwycają kolorem i sprawiają, że miejsce w którym rosną, staje się, jakby magiczne.





~~O~~

Na tym zdjęciu bez, który dopiero co szykował się do zakwitnięcia. Niepozorne, małe, nieciekawie wyglądające pąki, a także jeszcze niewielkie listki, które wyglądały nieświeżo, mimo że były jeszcze młode.


Nieco starsze pąki, oczywiście zaczęły wyglądać zdecydowanie lepiej. Podobnie liście, które w końcu nabrały głębszej i ciemniejszej zieleni i przestały przypominać zwiędłą sałatę z marketu.

Ostatnie stadium rozwoju kwiatostanów, które udało mi się uchwycić. Widać już pojedyncze kwiatki, które zdążyły się rozwinąć. Lubię ich barwę, będącą czymś na granicy fioletu i niebieskości.

Niestety, nie udało mi się zrobić zdjęć bzu w pełnym rozkwicie. Szkoda, bo tej wiosny, jak z resztą każdej - mój ogromny krzew, cały obsypany kwiatami, prezentował się naprawdę przepięknie. W przyszłym roku nie przepuszczę okazji i najpewniej zrobię nie tylko temu, ale też innym moim bzom więcej zdjęć, niż kiedykolwiek :D

~~O~~

Przez krótki czas, miałam naprawdę śliczne bratki. Rozrosły się niesamowicie, tworząc tym samym sporej wielkości klomb. A potem wszystkie padły, bo ich nie podlewałam.

A to jest laurowiśnia. Nabyłam kilka niewielkich bardziej drzewek, niż krzewów i tylko czekam, aż się rozrosną. I jestem pod wrażeniem, jak piękny i intensywny zapach, wydzielały tak niewielkie, niepozorne pąki, a potem kwiaty.

Takie dąbrówki wychyliły się z trawy, nieopodal orzecha laskowego. W rzeczywistości, wyglądały o wiele lepiej, niż na zdjęciu. I było ich naprawdę sporo. Właściwie - z roku na rok, jest ich coraz więcej. Najwyraźniej dąbrówkom jest dobrze w moim ogrodzie.

~~O~~

A tutaj, jeden z moich jaśminów. Lubię zapach jego kwiatów i szkoda, że są takie delikatne i tak szybko opadają Czas kwitnięcia jaśminów uważam za zdecydowanie zbyt krótki; w tym przypadku, naturze trochę nie wyszło. Tej wiosny pachniało całkiem intensywnie, więc przynajmniej udało mi się nawąchać prawie do oporu (jakkolwiek dziwnie to brzmi).




~~O~~

Jabłoń, tak zwana papierówka. W tym roku była wręcz obsypana dużymi kwiatami, o lekko mięsistych płatkach. Utrzymywały się one długo, cieszyły oczy swoją urodą i zapachem. Jak co roku, w chwili obecnej, drzewko jest obwieszone dojrzewającymi owocami.




~~O~~

Na koniec, jeszcze jedna jabłoń, ale nie wiem jaka to odmiana. W zasadzie - poza powyższymi papierówkami, to nie pamiętam jak się nazywają pozostałe odmiany moich jabłoni. Będę musiała kiedyś się zorientować w tym temacie.

~~O~~

To tyle dobrego na dzisiaj. Podobają się wam moje roślinki?

Do następnego!

6.07.2025

Speculum

Wspominałam już kiedyś, że nie przepadam za polską muzyką, oraz, że są od tego pewne wyjątki. Dzisiaj kilka słów o jednym z nich.

Speculum to powstała w 2014 roku polska grupa muzyczna, grająca mieszankę rocka, metalu i punku. W skład zespołu wchodzą artyści z różnych środowisk muzycznych - Brat Figo (z Braci Figo Fagot), Dr Yry (El Doopa), a także członkowie Cremaster, czyli Badhead, Kiwi i Monter. 

Ich teksty, to zamierzona, czysta kpina z rzeczywistości. W ten oto sposób, na przykład "Święconka" - krytykuje pozorną, fałszywą religijność. "Polska B" ma za zadanie wyśmiewać stereotypy społeczne, a "ZTM" słabości transportu publicznego.

A tutaj okładeczki. Całkiem ciekawe, nieprawdaż? Podoba mi się zwłaszcza ta z Bratem Figo stylizowanym na Jezusa.

Poniżej, jak to zwykle ma miejsce w moich postach o muzyce, wstawiam linki do kilku utworów, do przesłuchania.

Odyseusz

667 (Sąsiad Szatana)

Tornado z lawy

Polska B

Święconka

Kołysanka

Troglodytor

Żydritual

Ladyboy

Ukrop

Uff. Puff. Dzisiaj było krótko i treściwie. Dajcie znać, jak wrażenia po odsłuchaniu. Tymczasem - udanej reszty niedzieli, dobrego nadchodzącego tygodnia i do następnego!

5.07.2025

Stary wrócił z mlekiem...

 ...a raczej stara xD

Czeluści szpitali, struktury organizacji w której działam, nawarstwiające się problemy zdrowotne. Na dokładkę - masa innych, piętrzących się i przysparzających sporych pokładów stresu spraw, wymagających pilnego sfinalizowania  - wszystko to, wyjątkowo skutecznie odciągnęło mnie od blogosfery. Żyćko tak się potoczyło, że maj i czerwiec to była matnia i niekończący się kierat, a chwilę złudnego wytchnienia mam dopiero dzisiaj.

Także ten... z jednej strony, cieszę się, że tu wpadłam. Z drugiej - czuję się jakoś dziwnie, może nawet obco. Zdaje się, że muszę na nowo przywyknąć do tego "miejsca".

Na pewno zamierzam nadrobić wiosenne zaległości - mam do opublikowania trochę zdjęć kwitnących roślin. I to na tyle byłoby w zasadzie xD A jeśli chodzi o takie rzeczy jak kolekcja obrazków ze świętymi, nowości makijażowe, czy art journal, to wieje pustką, biedą i zaniedbaniem.

Tak teraz siedzę, wypijam już n-tą filiżankę kawy i myślę, że strasznie zdziadziałam przez ostatnie dwa miesiące. Bardziej, niż kiedykolwiek w życiu. Trzeba będzie się... naprawić.

Do następnego, moi drodzy Czytelnicy! Do niebawem!

16.04.2025

Radosna, wiosenna (stfu!)rczość

W ostatnim czasie, zrobiłam sobie "krótką" przerwę od blogosfery. Wiecie, jak to ze mną jest - najpierw obowiązki, a dopiero potem inne przyjemności, na które zostaje zdecydowanie mniej czasu. Tak czy inaczej, wpadam dzisiaj jedynie na chwilę. Jak będzie z moją aktywnością przez resztę kwietnia - nie wiem. Stawiam, że do końca miesiąca uda mi się "wyprodukować" maksymalnie dwa, lub trzy posty.

No, ale do rzeczy, moi drodzy. Chciałabym pokazać wam, co udało mi się stworzyć podczas mojej nieobecności tutaj. Otóż - późnymi wieczorami, zdarzało mi się przysiąść na chwilę i na szybko do zapełniania kolejnych kartek w art journalu, który obecnie bardziej przypomina coś w rodzaju kolorowej książeczki z cytatami. Zapraszam do oglądania! (Utratę wzroku ryzykujecie na własną odpowiedzialność).

~~O~~

Tak się kończy próba stworzenia czegoś ładnego, przy totalnym braku umiejętności i weny. To zdecydowanie jedna z najbardziej nielubianych przeze mnie kartek, ale niestety - nie mogę jej już ani wyrwać, ani zakleić, ani w żaden inny sposób usunąć, czy choćby zmodyfikować. Jest i straszy.

~~O~~

Z tej kartki jestem względnie zadowolona. Lubię ciemną zieleń i lubię mój dziurkacz do tworzenia zawilców.

~~O~~

To co widzicie, to paskudziec powstały na wzór walentynkowych kartek z późnych lat dziewięćdziesiątych. Stworzyłam taką stronę tylko dlatego, że miałam ładną, szarą tekturkę i lubię serduszka. Będę musiała wyrównać taśmę washi stanowiącą obramowanie kartonika z tekstem, a także lepiej przykleić tą czarną.

~~O~~

Ta strona sąsiaduje z tą, którą widzieliście powyżej. Została udekorowana tak, aby obydwie tworzyły swego rodzaju całość, choć w tym przypadku, nie wiem czemu - inspirowałam się urodzinowymi tortami, też z lat dziewięćdziesiątych. Serduszek oczywiście nie mogło zabraknąć.

~~O~~

Przygotujcie się na porcję radioaktywnego fioletu. Wybór tego koloru był całkowicie przypadkowy. I tak oto powstała karta na Prima Aprilis w niemal adwentowych barwach.

~~O~~

Teraz coś "na bogato" XD Widzicie ile kryształków? Tylko czekam, kiedy niestety zżółkną te przezroczyste, bazowe tasiemki, na których zostały osadzone.  A tak poza tym - jeśli chodzi o nielubiane kartki, ta jest na drugim miejscu.

~~O~~

Tutaj raczej kwiatowo - liściowo. Szału nie ma, ale w mojej ocenie kartka jest przyjemnie neutralna.

~~O~~

Ta kartka jest dla mnie bardzo ważna, jednak pozwólcie, że nie będę rozwijać szczegółów. Na tle pozostałych wygląda skromnie, ale właśnie taka mi się podoba. Jeśli miałabym stracić cały art journal i oszczędzić tylko jedną stronę, zdecydowanie wybrałabym właśnie tą.

~~O~~

Moja druga ulubiona kartka - podoba mi się, ze względu na jej prostotę. A tworząc ją, nie mogłam wyzbyć się wrażenia, że totalnie mi nie wyjdzie.

~~O~~

W tym przypadku, wbrew pozorom - najwięcej czasu zajęło mi pisanie cytatu, a nie wycinanie granatowych i beżowych pagórków, ani nanoszenie na nie kropek. A właśnie - kropeczki na granatowym kartonie są metaliczne, czego niestety nie widać na zdjęciu.

~~O~~

No i to tyle na dzisiaj. Dajcie znać, czy po obejrzeniu tego wszystkiego, nie krwawią wam oczy. Następną porcję plugawych potworności wychodzących spod moich oślizgłych macek, wstawię najpewniej... kiedyś tam :D

Za czas jakiś, powrócę również na wasze blogi - ponadrabiać zaległości.

Do nastepnego! 

20.03.2025

Międzynarodowy Dzień Szczęścia

Postanowiłam pójść w ślady Frau Be i zacząć tworzyć art journal. Ze swoją eee... "twórczą" działalnością, zdecydowałam się wystartować, o ironio - w Międzynarodowy Dzień Szczęścia. Dlaczego "o ironio"? Otóż dlatego, że ja wcale nie jestem szczęśliwym człowiekiem, choć z zewnątrz, jak najbardziej na kogoś takiego wyglądam. Dobrze udaję; wrodzony talent i lata praktyki robią swoje, hłe hłe.

Uznałam, że na art journal poświęcę kołozeszyt MILAN 430 w formacie A5. Ma osiemdziesiąt kartek, ale nie jestem pewna, czy wystarczy mi czasu, aby zapełnić wszystkie strony. Nie ukrywam, że chciałabym, żeby się udało i żeby wyszły chociaż trochę ładne - w ten sposób, zostawiłabym Mamie po sobie coś miłego, jak sądzę.

Wraz ze zwiększającą się ilością częściowo wyklejanych obrazków, zeszyt będzie pęcznieć - być może, wręcz "napuchnie". Właśnie dlatego wybrałam taki na "sprężynce", a nie z szytym, czy klejonym grzbietem. Mam wrażenie, że kołozeszyt lepiej się nadaje, aby to wszystko pomieścić.

Poniżej, prezentuję coś, co stworzyłam na szybko, po powrocie do domu. Wykorzystałam drobiazgi, które od dawna zalegają w mojej skrzyneczce, przeznaczonej do przechowywania ozdobnych papierów, taśm washi, czy naklejek. Na zdjęciu, elementy mogą wyglądać na nierówno przyklejone - jednak wszystko jest zrobione w miarę prosto. Ot, najzwyczajniej w świecie, strona się nieco podwija, a ja krzywo trzymałam aparat robiąc zdjęcie. Ale ono i tak jest najlepsze, spośród kilku innych.

Nie jestem jakoś specjalnie z siebie zadowolona, ale myślę, że tragedii też nie ma. Może kolejne strony będą lepsze? Cóż, zobaczymy, zobaczymy. W ogóle przyznam, że usiadłam do wyklejania nie tyle z pewną niechęcią, co z brakiem sił. Być może jakaś część mnie chciała, aby tworzenie tego art journalu stało się formą terapii zajęciowej. Kiedyś prace manualne, jak choćby haftowanie przynosiły mi chociaż odrobinę ulgi, jednak z tego co widzę, nie działa już nic. Tak też bywa.

A tymczasem, dajcie proszę znać, co o tym sądzicie. Chciałabym wiedzieć, co waszym zdaniem powinnam poprawić, co zmienić. Czy macie jakieś rady, wskazówki, cokolwiek.

~~O~~

Także tak... W dniu dzisiejszym, nieszczęśliwy człowiek życzy wam, abyście wy byli szczęśliwi. Niech los wlewa w wasze żyćka to szczęście bez opamiętania, bez konsultacji z lekarzem, lub farmaceutą - bo tego nie da się przedawkować, a działania niepożądane nie występują.  

I jednocześnie chciałam zapytać - czym właściwie, jest dla was szczęście?

Do następnego!

16.03.2025

Przedawkowanie tęczy

 ...czyli zbiór zdjęć rzeczy tak kolorowych, że aż wypalających oczy. I właściwie, ten post to takie nie wiadomo co - trochę haul, trochę coś innego.

~~O~~

Graffiti

Na początek, trochę ulicznej sztuki na jednym z łódzkich parkingów. Ładne, prawda? A "Rameczkę na Mareczka" dostrzegłam w jeszcze dwóch innych lokalizacjach, ale nie miałam jak zrobić zdjęcia. Może kiedyś się uda.




~~O~~

Haribo - Love Edition

Kupiłam je oczywiście jakoś w okolicy Walentynek (których nie obchodzę). Nie spodziewałam się, że uznam je za dobre - głównie dlatego, że od dłuższego czasu, wszelkie smaki są mi obojętne i zazwyczaj jem tylko po to, żeby jeszcze jakoś funkcjonować. Także tak - dla mnie, to było po prostu kolorowe, niezdrowe jedzenie, którego nie powinnam była ruszać, ale jednak ruszyłam. Wrażenia po skonsumowaniu - takie, jakich się spodziewałam, czyli obojętność przechodząca w kierunku niezadowolenia, bo coś mi nie odpowiadało w ich konsystencji.


~~O~~

Haribo - Quaxi

Czasami można się natknąć na wielkie paczki Haribo wypchane mikropaczkami, zawierającymi miniaturowe żelki. Trafiłam na takie coś, czego główną zawartością - ku mojej uciesze - były żabki, czyli ulubione żelki z dzieciństwa. Tym razem łudziłam się, że być może przywołując jakieś miłe wspomnienia - smak nabytych słodyczy nie będzie mi tak totalnie obojętny. I cóż, one w jakimś niewielkim stopniu mi smakowały, trochę tak, jak kiedyś. Miła odmiana, choć niewielka.

A tak w ogóle, urzekła mnie ta główna żaba na opakowaniu. Jest wielce pocieszna...



~~O~~

Inwazja ślimaków

Jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności, teleportowałam się na pocztę. Dostrzegłam te długopisy i kupiłam sobie wszystkie. Pani zza okienka na początku patrzyła na mnie trochę dziwnie, ale szybko jej wytłumaczyłam, że ślimaki to życie. Potem, już razem porechotałyśmy i generalnie było miło.

Normalnie, w kieszonce kitla i uniformu noszę albo pióro, albo któryś z długopisów rozdawanych przez firmy farmaceutyczne. Jednak na wiosnę mi odbiło i z kieszonki będzie wystawał niebieski ślimor, pociesznie kiwający się na liściu monstery.



~~O~~

Jibbitz

Nakupowałam sobie nowych przypinek do Crocsów, w których wędruję po szpitalach. W zasadzie... muszę zdobyć jeszcze fioletowe Crocsy i uniform w tym samym kolorze, do tego jeszcze oczojebnie różowy stetoskop i będę chyba usatysfakcjonowana. 

Naprawdę mi odbija tej wiosny. Zwykle ubierałam się w dość stonowane barwy - czernie, biele, granaty, jakieś szarości. Ludzie dotychczas lubili mi powtarzać, że wyglądam majestatycznie (iks deeeeee) i że jestem dystyngowana (jeszcze większe iks deeeee). A tymczasem, już niebawem ukaże im się taki kolorowy, do reszty zdziwaczały ktoś. 


~~O~~

Ręcznie szyte akcesoria do włosów

...ale nie przeze mnie, jak coś. Także - przepaska, spineczki, gumeczki - wszystko to jest sprzedawane w salonie, do którego chodzę na malowanie paznokci. Wszystko jest wykonane bardzo porządnie, z dobrej jakości materiału, który jest śliski i przyjemny w dotyku. Jak idealnie to wszystko będzie współgrało z całą resztą moich kolorowych elementów... Bo wiecie - life in plastic is fantastic i w ogóle.


~~O~~

Klamra do włosów - liars & lovers

Zdjęcie wygląda, jakby było robione mikrofalówką. Lepszego nie będzie. No, w każdym razie - wzięłam tego dziwoląga, bo ma te swoje falbanko - wypustki i dobrze trzyma włosy i będzie mi idealnie pasował, jak już się rozjaśnię na wiedźmiński blond (póki co, włosy mam w chłodnym odcieniu ciemnego brązu, ale do kwietnia, do kwietnia...).


~~O~~

ibcccndc - Pink Lip Serum

Bardzo rzadko, ale jednak - lubię sprawdzać, czy produkty tak nachalnie reklamowane przez influ na TikToku faktycznie działają. No i wiadomo - nie działają i nie ma co się okłamywać, że jest inaczej. A jednak ciekawość w końcu zaprowadzi mnie do piekła, albo na SOR (tym razem, w roli pacjenta) - ale to w sumie jeden chuj pies.

Tym razem, kupiłam jakąś maziajkę, która po regularnym stosowaniu, rzekomo miała sprawić, że moje usta będą wyglądały jak radziecki ponton. Wiecie, że niby takie napompowane.

Ludziom, to coś normalnie nic złego nie robi. Ale ja jestem zmutowana i skończyło się tym, że usta jedynie mnie piekły i zeszła mi z nich skóra. Pontony rzeczywiście były - od chwilowej opuchlizny. Cóż, innym może się sprawdza, mnie niekoniecznie. Bywa.

Jeśli zaś o usta same w sobie chodzi - korci mnie, żeby je sobie samodzielnie "przeszyć". W sensie - są ok, ale coś bym zmieniła, a wypełniaczy nie toleruję.


~~O~~

No i jak tam wasze oczy? Potrzebujecie kropelek? Wybielacza? Enukleacji? ( ✧≖ ͜ʖ≖)

Dobrego tygodnia!