Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiosna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiosna. Pokaż wszystkie posty

8.07.2025

Wiosenne zaległości: Roślinność

Witajcie. Przybywam ze sporą ilością zdjęć roślin, które to zdołałam zrobić wiosną, ale nie miałam czasu ich wcześniej opublikować. Zapraszam do oglądania!

~~O~~

Chciałabym pokazać wam jedne z moich ulubionych, wiosennych kwiatów - fioletowe zawilce, które od lat żyją sobie w moim ogrodzie, mają się świetnie i w ogóle są niezniszczalne. Jednocześnie, te małe gnojki mają bardzo delikatną budowę i chwieją się przy każdym, najmniejszym podmuchu wiatru.

Zachwycają kolorem i sprawiają, że miejsce w którym rosną, staje się, jakby magiczne.





~~O~~

Na tym zdjęciu bez, który dopiero co szykował się do zakwitnięcia. Niepozorne, małe, nieciekawie wyglądające pąki, a także jeszcze niewielkie listki, które wyglądały nieświeżo, mimo że były jeszcze młode.


Nieco starsze pąki, oczywiście zaczęły wyglądać zdecydowanie lepiej. Podobnie liście, które w końcu nabrały głębszej i ciemniejszej zieleni i przestały przypominać zwiędłą sałatę z marketu.

Ostatnie stadium rozwoju kwiatostanów, które udało mi się uchwycić. Widać już pojedyncze kwiatki, które zdążyły się rozwinąć. Lubię ich barwę, będącą czymś na granicy fioletu i niebieskości.

Niestety, nie udało mi się zrobić zdjęć bzu w pełnym rozkwicie. Szkoda, bo tej wiosny, jak z resztą każdej - mój ogromny krzew, cały obsypany kwiatami, prezentował się naprawdę przepięknie. W przyszłym roku nie przepuszczę okazji i najpewniej zrobię nie tylko temu, ale też innym moim bzom więcej zdjęć, niż kiedykolwiek :D

~~O~~

Przez krótki czas, miałam naprawdę śliczne bratki. Rozrosły się niesamowicie, tworząc tym samym sporej wielkości klomb. A potem wszystkie padły, bo ich nie podlewałam.

A to jest laurowiśnia. Nabyłam kilka niewielkich bardziej drzewek, niż krzewów i tylko czekam, aż się rozrosną. I jestem pod wrażeniem, jak piękny i intensywny zapach, wydzielały tak niewielkie, niepozorne pąki, a potem kwiaty.

Takie dąbrówki wychyliły się z trawy, nieopodal orzecha laskowego. W rzeczywistości, wyglądały o wiele lepiej, niż na zdjęciu. I było ich naprawdę sporo. Właściwie - z roku na rok, jest ich coraz więcej. Najwyraźniej dąbrówkom jest dobrze w moim ogrodzie.

~~O~~

A tutaj, jeden z moich jaśminów. Lubię zapach jego kwiatów i szkoda, że są takie delikatne i tak szybko opadają Czas kwitnięcia jaśminów uważam za zdecydowanie zbyt krótki; w tym przypadku, naturze trochę nie wyszło. Tej wiosny pachniało całkiem intensywnie, więc przynajmniej udało mi się nawąchać prawie do oporu (jakkolwiek dziwnie to brzmi).




~~O~~

Jabłoń, tak zwana papierówka. W tym roku była wręcz obsypana dużymi kwiatami, o lekko mięsistych płatkach. Utrzymywały się one długo, cieszyły oczy swoją urodą i zapachem. Jak co roku, w chwili obecnej, drzewko jest obwieszone dojrzewającymi owocami.




~~O~~

Na koniec, jeszcze jedna jabłoń, ale nie wiem jaka to odmiana. W zasadzie - poza powyższymi papierówkami, to nie pamiętam jak się nazywają pozostałe odmiany moich jabłoni. Będę musiała kiedyś się zorientować w tym temacie.

~~O~~

To tyle dobrego na dzisiaj. Podobają się wam moje roślinki?

Do następnego!

16.04.2025

Radosna, wiosenna (stfu!)rczość

W ostatnim czasie, zrobiłam sobie "krótką" przerwę od blogosfery. Wiecie, jak to ze mną jest - najpierw obowiązki, a dopiero potem inne przyjemności, na które zostaje zdecydowanie mniej czasu. Tak czy inaczej, wpadam dzisiaj jedynie na chwilę. Jak będzie z moją aktywnością przez resztę kwietnia - nie wiem. Stawiam, że do końca miesiąca uda mi się "wyprodukować" maksymalnie dwa, lub trzy posty.

No, ale do rzeczy, moi drodzy. Chciałabym pokazać wam, co udało mi się stworzyć podczas mojej nieobecności tutaj. Otóż - późnymi wieczorami, zdarzało mi się przysiąść na chwilę i na szybko do zapełniania kolejnych kartek w art journalu, który obecnie bardziej przypomina coś w rodzaju kolorowej książeczki z cytatami. Zapraszam do oglądania! (Utratę wzroku ryzykujecie na własną odpowiedzialność).

~~O~~

Tak się kończy próba stworzenia czegoś ładnego, przy totalnym braku umiejętności i weny. To zdecydowanie jedna z najbardziej nielubianych przeze mnie kartek, ale niestety - nie mogę jej już ani wyrwać, ani zakleić, ani w żaden inny sposób usunąć, czy choćby zmodyfikować. Jest i straszy.

~~O~~

Z tej kartki jestem względnie zadowolona. Lubię ciemną zieleń i lubię mój dziurkacz do tworzenia zawilców.

~~O~~

To co widzicie, to paskudziec powstały na wzór walentynkowych kartek z późnych lat dziewięćdziesiątych. Stworzyłam taką stronę tylko dlatego, że miałam ładną, szarą tekturkę i lubię serduszka. Będę musiała wyrównać taśmę washi stanowiącą obramowanie kartonika z tekstem, a także lepiej przykleić tą czarną.

~~O~~

Ta strona sąsiaduje z tą, którą widzieliście powyżej. Została udekorowana tak, aby obydwie tworzyły swego rodzaju całość, choć w tym przypadku, nie wiem czemu - inspirowałam się urodzinowymi tortami, też z lat dziewięćdziesiątych. Serduszek oczywiście nie mogło zabraknąć.

~~O~~

Przygotujcie się na porcję radioaktywnego fioletu. Wybór tego koloru był całkowicie przypadkowy. I tak oto powstała karta na Prima Aprilis w niemal adwentowych barwach.

~~O~~

Teraz coś "na bogato" XD Widzicie ile kryształków? Tylko czekam, kiedy niestety zżółkną te przezroczyste, bazowe tasiemki, na których zostały osadzone.  A tak poza tym - jeśli chodzi o nielubiane kartki, ta jest na drugim miejscu.

~~O~~

Tutaj raczej kwiatowo - liściowo. Szału nie ma, ale w mojej ocenie kartka jest przyjemnie neutralna.

~~O~~

Ta kartka jest dla mnie bardzo ważna, jednak pozwólcie, że nie będę rozwijać szczegółów. Na tle pozostałych wygląda skromnie, ale właśnie taka mi się podoba. Jeśli miałabym stracić cały art journal i oszczędzić tylko jedną stronę, zdecydowanie wybrałabym właśnie tą.

~~O~~

Moja druga ulubiona kartka - podoba mi się, ze względu na jej prostotę. A tworząc ją, nie mogłam wyzbyć się wrażenia, że totalnie mi nie wyjdzie.

~~O~~

W tym przypadku, wbrew pozorom - najwięcej czasu zajęło mi pisanie cytatu, a nie wycinanie granatowych i beżowych pagórków, ani nanoszenie na nie kropek. A właśnie - kropeczki na granatowym kartonie są metaliczne, czego niestety nie widać na zdjęciu.

~~O~~

No i to tyle na dzisiaj. Dajcie znać, czy po obejrzeniu tego wszystkiego, nie krwawią wam oczy. Następną porcję plugawych potworności wychodzących spod moich oślizgłych macek, wstawię najpewniej... kiedyś tam :D

Za czas jakiś, powrócę również na wasze blogi - ponadrabiać zaległości.

Do nastepnego! 

16.03.2025

Przedawkowanie tęczy

 ...czyli zbiór zdjęć rzeczy tak kolorowych, że aż wypalających oczy. I właściwie, ten post to takie nie wiadomo co - trochę haul, trochę coś innego.

~~O~~

Graffiti

Na początek, trochę ulicznej sztuki na jednym z łódzkich parkingów. Ładne, prawda? A "Rameczkę na Mareczka" dostrzegłam w jeszcze dwóch innych lokalizacjach, ale nie miałam jak zrobić zdjęcia. Może kiedyś się uda.




~~O~~

Haribo - Love Edition

Kupiłam je oczywiście jakoś w okolicy Walentynek (których nie obchodzę). Nie spodziewałam się, że uznam je za dobre - głównie dlatego, że od dłuższego czasu, wszelkie smaki są mi obojętne i zazwyczaj jem tylko po to, żeby jeszcze jakoś funkcjonować. Także tak - dla mnie, to było po prostu kolorowe, niezdrowe jedzenie, którego nie powinnam była ruszać, ale jednak ruszyłam. Wrażenia po skonsumowaniu - takie, jakich się spodziewałam, czyli obojętność przechodząca w kierunku niezadowolenia, bo coś mi nie odpowiadało w ich konsystencji.


~~O~~

Haribo - Quaxi

Czasami można się natknąć na wielkie paczki Haribo wypchane mikropaczkami, zawierającymi miniaturowe żelki. Trafiłam na takie coś, czego główną zawartością - ku mojej uciesze - były żabki, czyli ulubione żelki z dzieciństwa. Tym razem łudziłam się, że być może przywołując jakieś miłe wspomnienia - smak nabytych słodyczy nie będzie mi tak totalnie obojętny. I cóż, one w jakimś niewielkim stopniu mi smakowały, trochę tak, jak kiedyś. Miła odmiana, choć niewielka.

A tak w ogóle, urzekła mnie ta główna żaba na opakowaniu. Jest wielce pocieszna...



~~O~~

Inwazja ślimaków

Jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności, teleportowałam się na pocztę. Dostrzegłam te długopisy i kupiłam sobie wszystkie. Pani zza okienka na początku patrzyła na mnie trochę dziwnie, ale szybko jej wytłumaczyłam, że ślimaki to życie. Potem, już razem porechotałyśmy i generalnie było miło.

Normalnie, w kieszonce kitla i uniformu noszę albo pióro, albo któryś z długopisów rozdawanych przez firmy farmaceutyczne. Jednak na wiosnę mi odbiło i z kieszonki będzie wystawał niebieski ślimor, pociesznie kiwający się na liściu monstery.



~~O~~

Jibbitz

Nakupowałam sobie nowych przypinek do Crocsów, w których wędruję po szpitalach. W zasadzie... muszę zdobyć jeszcze fioletowe Crocsy i uniform w tym samym kolorze, do tego jeszcze oczojebnie różowy stetoskop i będę chyba usatysfakcjonowana. 

Naprawdę mi odbija tej wiosny. Zwykle ubierałam się w dość stonowane barwy - czernie, biele, granaty, jakieś szarości. Ludzie dotychczas lubili mi powtarzać, że wyglądam majestatycznie (iks deeeeee) i że jestem dystyngowana (jeszcze większe iks deeeee). A tymczasem, już niebawem ukaże im się taki kolorowy, do reszty zdziwaczały ktoś. 


~~O~~

Ręcznie szyte akcesoria do włosów

...ale nie przeze mnie, jak coś. Także - przepaska, spineczki, gumeczki - wszystko to jest sprzedawane w salonie, do którego chodzę na malowanie paznokci. Wszystko jest wykonane bardzo porządnie, z dobrej jakości materiału, który jest śliski i przyjemny w dotyku. Jak idealnie to wszystko będzie współgrało z całą resztą moich kolorowych elementów... Bo wiecie - life in plastic is fantastic i w ogóle.


~~O~~

Klamra do włosów - liars & lovers

Zdjęcie wygląda, jakby było robione mikrofalówką. Lepszego nie będzie. No, w każdym razie - wzięłam tego dziwoląga, bo ma te swoje falbanko - wypustki i dobrze trzyma włosy i będzie mi idealnie pasował, jak już się rozjaśnię na wiedźmiński blond (póki co, włosy mam w chłodnym odcieniu ciemnego brązu, ale do kwietnia, do kwietnia...).


~~O~~

ibcccndc - Pink Lip Serum

Bardzo rzadko, ale jednak - lubię sprawdzać, czy produkty tak nachalnie reklamowane przez influ na TikToku faktycznie działają. No i wiadomo - nie działają i nie ma co się okłamywać, że jest inaczej. A jednak ciekawość w końcu zaprowadzi mnie do piekła, albo na SOR (tym razem, w roli pacjenta) - ale to w sumie jeden chuj pies.

Tym razem, kupiłam jakąś maziajkę, która po regularnym stosowaniu, rzekomo miała sprawić, że moje usta będą wyglądały jak radziecki ponton. Wiecie, że niby takie napompowane.

Ludziom, to coś normalnie nic złego nie robi. Ale ja jestem zmutowana i skończyło się tym, że usta jedynie mnie piekły i zeszła mi z nich skóra. Pontony rzeczywiście były - od chwilowej opuchlizny. Cóż, innym może się sprawdza, mnie niekoniecznie. Bywa.

Jeśli zaś o usta same w sobie chodzi - korci mnie, żeby je sobie samodzielnie "przeszyć". W sensie - są ok, ale coś bym zmieniła, a wypełniaczy nie toleruję.


~~O~~

No i jak tam wasze oczy? Potrzebujecie kropelek? Wybielacza? Enukleacji? ( ✧≖ ͜ʖ≖)

Dobrego tygodnia!

15.03.2025

Helium Vola

Witajcie w ten przepiękny, dość ciepły dzień! Dawno (przynajmniej, jak na moje blogowe standardy) nie pisałam o muzyce, prawda? Cóż, tak bywa - ale dzisiaj przybywam z czymś ślicznym. Czymś, co od zawsze kojarzy mi się ze spokojnymi, wiosennymi wieczorami, przepełnionymi szumem okolicznych drzew smaganych przez niezbyt chłodny wiatr i czasem, który spowalnia wprost proporcjonalnie, do ilości spożytego absyntu.

~~O~~

Helium Vola to niemiecka grupa muzyczna, stworzona w 2001 roku przez Ernsta Horna, będącego współzałożycielem formacji Deine Lakaien i Qntal. Grupa specjalizuje się w unikalnym połączeniu muzyki elektronicznej z elementami średniowiecznymi, tworząc styl określany jako electro-medieval. Ich muzyka, bywa również "podciągana" pod darkwave.

Główną wokalistką zespołu jest Sabine Lutzenberger (której przepiękny głos po prostu kocham), ceniona interpretatorka muzyki dawnej. W projektach Helium Vola uczestniczy również wielu innych muzyków o klasycznym wykształceniu, którzy wnoszą różnorodność brzmieniową, poprzez grę na średniowiecznych instrumentach, takich jak lira, harfa, lutnia i dulcjan.

Teksty utworów Helium Vola opierają się głównie na średniowiecznej poezji i są wykonywane w różnych językach, jak na przykład łacina, staro-wysokoniemiecki, średnio-wysokoniemiecki, czy galicyjski. Celem zespołu jest podkreślenie uniwersalnych i ponadczasowych tematów, takich jak miłość, śmierć, natura, a nawet kwestie polityczne.

Zgodnie z moim starym zwyczajem, poniżej wstawiam linki do kilku utworów, które lubię najbardziej i oczywiście zapraszam was do posłuchania i podzielenia się wrażeniami.

Quan lo pet

Omnis mundi creatura

Selig

Du bist min

Les habitants du soleil

Begirlich in dem hertzten min

Mahnung

In lichter Farbe steht der Wald

Ray gun

Ondas do mar

~~O~~

Udanego weekendu, drodzy Czytelnicy! I do następnego!